Willa Kotwica | Historia

Historia

Historia Wilii Kotwica jako jednej z około trzydziestu starych klasycznych budowli tamtego okresu w Jastrzębiej Górze, dziś często trudnych do odnalezienia wśród gęstej zabudowy, sięga lat międzywojennych.

Aby przedstawić ciekawe tło historyczne trzeba cofnąć się prawie 100 lat, kiedy po podpisaniu Traktatu Wersalskiego w 1918 roku, po niespełna 150 latach odzyskaliśmy dostęp do morza i Polska zaczęła przejmować od Niemiec faktyczną kontrolę administracyjną nad obszarem środkowego Pomorza, z zastrzeżeniem Wolnego Miasta Gdańska. Kulminacyjnym i historycznym momentem była uroczystość zaślubin Polski z morzem w Pucku 10 lutego 1920 roku. Rząd polski podjął skoordynowane wysiłki aby ożywić gospodarczo odzyskane tereny i nadać tym terenom polski charakter. Pierwszy Starosta Morski generał Mariusz Zaruski za najważniejsze cele swojej pracy dla Pomorza przyjął budowę portu, rybactwo, rozbudowę miasta Gdyni i założenie racjonalnych letnisk i kąpielisk morskich. W 1920 powstało pierwsze Towarzystwo Kąpieli Morskich wdrażające model wykupu, parcelacji i sprzedaży działek turystycznych pod budowy pensjonatów i hoteli w Gdyni. Były kolejne; Wielka Wieś i Hallerowo (połączone znamy jako Władysławowo), Jastrzębia Góra, potem również Hel, Jastarnia i Jurata. Równocześnie z procesami administracyjnymi rosła wśród ludności z głębi kraju świadomość i ciekawość tych terenów. Urzekały dzikie plaże, łąki, pastwiska i lasy, piękne widoki i rześkie powietrze. Tereny nad Bałtykiem w okolicy Jastrzębiej Góry były rzadko zasiedlone przez lokalnych Kaszubów ponieważ nieurodzajna gleba nie sprzyjała rolnictwu, a wysokie klify rybołówstwu.

Jednym z zauroczonych tymi terenami podczas wypadu nad „Wielkie Morze” (tak Bałtyk do dziś nazywają lokalni Kaszubi, w odróżnieniu do „Małego Morza” – Zatoka Pucka i Gdańska) z kolegą Iwaszkiewiczem był mianowany przez samego marszałka Józefa Piłsudskiego szef Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich inż. Jerzy Osmołowski herbu Bończa z Polesia. I to on wraz ze znajomymi Adolfem Makomaskim i Henrykiem Kuncewiczem nabyli od właściciela majątku Mieroszyno Niemca pana Hannemana (lub Haneumana) teren o powierzchni ok. 38 hektarów pomiędzy morzem, ulicą Droga Rybacka, a ulicą Bałtycką i założyli spółkę Kąpiele na Wielkim Morzu, Jastrzębie Góry „Jastgór” S.A. z siedzibą w Warszawie, Al. Jerozolimskie 37 z zamiarem podzielnia na działki i sprzedaży. O tym fakcie, wraz z zaproszeniem do zakupu akcji, listownie poinformowali we wrześniu 1922 roku również swojego znajomego i pierwszego właściciela Wilii Kotwica Leona Plisowskiego z Wilna.

1Jastrzębia Góra (oficjalnie, usilnie i bez powodzenia wtedy forsowano nazwę Kąpiele Rozewskie, a oryginalnie zwana przez lokalnych rdzennych mieszkańców jako Pilice) poprzez swój urok, rozległe znajomości założycieli, zaproszenia do wykupu udziałów w spółce oraz komunikaty o sprzedaży działek skutecznie zachęciła do wykupu parceli i wybudowania domów letnich czy pensjonatów wielu ważnych w tamtym czasie Polaków z Warszawy, z Wilna, z otoczenia marszałka Piłsudskiego, wysokich rangą oficerów, w tym głównego stratega bitwy z Bolszewikami czyli Cudu nad Wisłą dowódcy sztabu Wojska Polskiego generała Tadeusza Rozwadowskiego, przemysłowców, właścicieli ziemskich oraz przedstawicieli środowisk artystycznych Warszawy i Krakowa. W tamtym czasie niektórzy nazywali żartobliwie to miejsce Nową Warszawą.

Pod koniec lat dwudziestych zabudowanych było około dwadzieścia parceli z około dwustu dostępnych, a w 1939 roku około czterdzieści, w tym kilka willi wybudowanych wg projektów samych założycieli spółki, w tym Willa Kotwica zaprojektowana przez inż. Jerzego Osmołowskiego.

Wkrótce z myślą o rozwoju i prestiżu kąpieliska z wielkim zaangażowaniem sił i środków zbudowano szeroką drogę zwaną Bulwarem Nadmorskim łącząca Władysławowo z Jastrzębią Górą. Rozwijały się dwa nowe osiedla letniskowe Jasny Brzeg (na wschód od granicy ówczesnej Jastrzębiej Góry, czyli ulicy Droga Rybacka) oraz jeszcze bliżej Władysławowa – Lisi Jar. W roku 1938 oddano do użytku windę w centrum kąpieliska żeby ułatwić dostęp do plaży. A potem wybuchła wojna…

mapa

Wróćmy jednak do historii samej Willi Kotwica.

Jak wspomniałem, pierwszy właściciel inż. Leon Plisowski (ur. 1878 w folwarku Kozłowicze, powiat Grodno, zmarł najprawdopodobniej bezpotomnie ok. 1950 roku w szpitalu w Gdańsku) zlecił w 1928 roku zaprojektowanie i wybudowanie willi założycielowi kąpieliska Jastrzębia Góra architektowi Jerzemu Osmołowskiemu. Dowiadujemy się o tym z oświadczenia z okresu późniejszego inż. Karola Klukowskiego. Niestety oświadczenia nie datowanego, prawdopodobnie wystawionego w celu wyjaśnienia należności podatkowych związanych z przepisaniem połowy nieruchomości swojej siostrze Paulinie po mężu Kliks (ur. 1883 w Kosowicy powiat Grodno, zm. 1970 w Jastrzębiej Górze).

Leon Plisowski reprezentował prawdopodobnie mniejszych właścicieli ziemskich z okolic Wilna, (zachowały się mapy jego działek z Wileńskiej Kolonii Kolejowej) którzy postanowili wybudować pensjonat w Jastrzębiej Górze. Pan Plisowski, jak wynika z jego własnoręcznego życiorysu z roku 1947, w 1904 roku otrzymał dyplom inżyniera technologa Politechniki Lwowskiej, pracował między innymi przy projektowaniu pieców martenowskich oraz w kolejnictwie jako nadzorca urządzeń wysokich napięć. Jak pisze w życiorysie, po wojnie 1946 roku przeprowadził się do Olsztyna. Faktycznie był razem z siostrą Pauliną przesiedlony jako repatriant z Kresów Wschodnich i jak wskazują zachowane dokumenty oboje oficjale stracili zostawione tam majątki, m.in. w Kolonii Wileńskiej przy ul. Krętej.3

Jak wynika natomiast z zachowanych rachunków oraz umowy z mistrzem ciesielskim Bernardem Marzejonem z Pucka, budowa Willi Kotwica wg projektu Osmołowskiego miała się zakończyć do 15 czerwca 1931 roku. Z charakteru projektu oraz z przekazów w rodzinie wynika, że pan Plisowski budował tę willę z przeznaczeniem na pensjonat. Projekt nie miał cech małego nadmorskiego domku dla własnego wypoczynku, jakich również wiele powstawało w Jastrzębiej Górze w latach przedwojennych. Pensjonaty to prawdopodobnie jeden ze sposobów na generowanie przychodów dla ubożejącej wtedy grupy ziemian.

Willa Kotwica reprezentuje podstawowy tzw. tradycyjny nurt projektowania domów z przeznaczeniem na pensjonaty na odzyskanym Pomorzu; łączyła realizację zaleceń państwowych co do „swojskości” i nawiązaniu do polskich dworków z wymaganiami czysto ekonomicznymi, czyli regularna bryła dla maksymalnej kubatury i ilości izb. W efekcie forma jest oszczędna, bez upiększeń, z tradycyjnym łamanym dachem naczółkowym oraz facjatami. W części frontowej zaprojektowano typowy drewniany ganek z lekkimi drewnianymi przeszklonymi ściankami, a dach ganku tworzył taras. Dach mocno spadzisty zakrywający ściany drugiego piętra z facjatami to wyraz nie tylko dbałości o klasyczną formę ale również o niższy podatek od powierzchni użytkowej nieruchomości. Całe piętro drugie kwalifikowane było jako poddasze (było przecież kryte dachem). W dokumentacji Willa Kotwica jest tylko domem parterowym z suteryną, poddaszem i strychem, mimo sporej kubatury i oryginalnie czternastu izb4.

Jak wynika z zachowanych rachunków oraz przekazów rodzinnych pan Leon Plisowski budował willę na odległość z Wilna; zlecał prace, wypłacał zaliczki, rozliczał i kontrolował jak przyjeżdżał na miejsce. W efekcie wyposażona willa była gotowa przyjąć pierwszych gości najprawdopodobniej dopiero w lecie roku 1937. Również z tego okresu zachowało się Orzeczenie Karne w wysokości 12 złotych wysłane do pana Plisowskiego do Wilna za prowadzenie „bez świadectwa przemysłowego przedsiębiorstwa handlowego – wynajem 8 pokoi umeblowanych” w Jastrzębiej Górze. Niestety już w marcu 1939 roku właściciel prowadził korespondencję ze spółką Jastgór prosząc o pośredniczenie w sprzedaży tej nieruchomości. Jednak sprzedać willi przed wybuchem wojny nie zdążył…

W zachowanych powojennych listach do Leona Plisowskiego przesiedlonego już wtedy do Olsztyna wysłanych w styczniu roku 1948 z Warszawy przez jego kolegę i założyciela spółki Jastgór Henryka Kuncewicza, jak i w sierpniu z Jastrzębiej Góry przez Marię Kuncewicz, którzy byli właścicielami sąsiadującej działki i stojącej na niej małej letniej willi Poraj wynika, że oboje zatroskani byli zarówno nadwątlonym zdrowiem swojego dobrego znajomego i sąsiada, w wieku już 70 lat, jak i stanem oraz dalszym losem Wilii Kotwica. Maria Kuncewicz zaczyna swój list: „Piszę w sprawie naszych sąsiadujących will, uważam, że dobrze by było żeby Pan przyjechał i zobaczył Kotwicę, która potrzebuje gwałtownego remontu.” Henryk Kuncewicz zaczynając list od zwrotu „Kochany Leonie”, również większą część listu poświęca sąsiadującym willom. Pisze: „Co do Jastrzębiej Góry i Twojej willi: Jastrzębia Góra po wojnie mocno podupadła, prawie wszystkie wille pozostały bez mebli, dużo bez okien i drzwi, niektóre mocno zaciekały, w 1945r. Jastrzębia Góra zionęła pustką. (…) co do Twojej willi, wiem że ona potrzebuje remontu i zabezpieczenia…”. Oboje Henryk i Maria Kuncewiczowie snują plany i przekonują Leona Plisowskiego komu powierzyć remonty, za ile oraz kto mógłby zając się organizacją wynajmu dla wczasowiczów. Zwracali również uwagę na niebezpieczeństwo utraty nieruchomości, ponieważ skarb państwa ludowego przejmuje wille w najlepszych miejscach oraz te opuszczone.

Okazuje się, że po okresie hitlerowskiej okupacji tych terenów i w nowych powojennych realiach to siostra Leona Plisowskiego pani Paulina Kliks mieszkająca wtedy w swoim gospodarstwie w Pilonie pod Elblągiem stoczyła w sądach bitwę z organami Polski Ludowej o zachowanie Wilii Kotwica i możliwość zamieszkania tam na starość. Na wniosek niesławnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego oraz zgodnie z obowiązującymi wtedy dekretami uzasadniając, że „… wymieniony wyżej budynek jest wolny i potrzebny …” w listopadzie 1953 roku Prezydium Gminnej Rady Narodowej wydało decyzję o przydzieleniu domu pod nazwą Kotwica Ośrodkowi Wczasów Min. Bezpieczeństwa Publicznego w Sopocie. Pani Paulina w wieku 75 lat zdecydowana, że chce zamieszkać w Kotwicy, po tym jak straciła z bratem majątek pod Wilnem, znowu została zmuszona oddać bez odszkodowania swoje gospodarstwo w Pilonie koło Elbląga o powierzchni prawie 4 hektarów – w zamian decyzją z 1954 roku zmieniono poprzednią i nakazano Ośrodkowi Wczasów M.B.P. przydzielić właścicielce jeden pokój mieszkalny jej willi z kuriozalnym zastrzeżeniem na końcu: „Pokój dla Ob. Kliks niekoniecznie musi znajdować się w budynku Kotwica”(!). Los zdecydował jednak, że pani Paulina Kliks dożyła bezpiecznie swoich dni w ostatnim zachowanym dla siebie pokoju w swojej Willi Kotwica ale w życzliwym towarzystwie rodziny nowych właścicieli i pochowana została w roku 1970 na cmentarzu w pobliskim Strzelnie. To znaczy, że Willa Kotwica zmieniła jednak właściciela ale ostatecznie nie było nim na szczęście niesławne ministerstwo. Nie urządzono ośrodka wczasów tegoż ministerstwa w Kotwicy, a pani Kliks wkrótce wystawiła willę na sprzedaż, ponieważ prawdopodobnie nie miała środków ani sił na niezbędny remont. I w tym czasie właśnie willa połączy losy dwóch rodzin; Plisowskich i Kliks z moją rodziną Felkner (oryg. przez spolszczeniem Voelkner), potem Mucha.

Po wojennej zawierusze pochodzący z Tupadeł tutejszy Kaszuba, mój dziadek, Augustyn Felkner (ur. 1922, zm. 1989) zakłada rodzinę z przybyłą z Litwy Anną Marianną Tomaszewicz (ur. 1926, zm. 2010) i zajmują w Jastrzębiej Górze opuszczoną willę Mussa (po litewsku Nasza) pana Klukowskiego. Augustyn wiedząc, że zajmuje czyjąś nieruchomość energicznie poszukiwał domu dla swojej rodziny. Trafił na ofertę Pauliny Kliks i już w sierpniu 1954 roku w zamian za dożywocie w willi dla pani Pauliny z dopłatą, w drodze darowizny stał się właścicielem Willi Kotwica. Poczynił niezbędne remonty i zamieszkał tam z dwoma córkami Krystyną i Anną oraz synem Romanem.

5

Augustyn Felkner całe swoje życie poświęcił morzu. Był rybakiem dalekomorskim, pływał z czasach naszego socjalizmu po morzach i oceanach całego świata. Wykonywał bardzo ciężką i odpowiedzialną pracę bosmana pokładowego na trawlerach-przetwórniach ryb w polskich firmach połowowych Szkuner oraz Gryf, żeglował również na Darze Pomorza. Pierwszy raz przekroczył równik na jednostce Laskara i otrzymał imię Śpiewający Rekin. Jego żona Anna Felkner choć z trudnością porozumiewała się po kaszubsku i po polsku (znała litewski i niemiecki), w warunkach częstej nieobecności męża z trudem jednocześnie wychowała dzieci, zajmowała się małym gospodarstwem rolnym, a w miesiącach letnich prowadziła pensjonat Willa Kotwica.

6Rybak Augustyn Felkner sukcesywnie przez wiele lat po wojnie inwestował duże środki w remonty willi, doprowadzenie elektryczności, wody (również z korzyścią dla sąsiadów) oraz wybudował obok budynek gospodarczy.

Willa Kotwica przyjmowała gości głównie ze Śląska, z Warszawy i jej okolic. W czasach Polski Ludowej właściciele nadmorskich pensjonatów byli zobligowani do podpisywania umów z biurami turystycznymi organizującymi wczasy pracownicze, np. Baltur. Zawsze jednak, choć niewielka część pokoi przeznaczona była dla gości indywidualnych. Willa Kotwica swoim urokiem, wyjątkową lokalizacją wśród zieleni oraz gościnnością właścicieli przywiązywała wakacyjnych gości do siebie nawet na kilka pokoleń – powracali zawsze w lecie, przywozili nad morze swoje dzieci i wnuki.

Anna i Augustyn Felkner zapisali w testamencie Willę Kotwica wraz z gospodarstwem młodszej córce Annie po mężu Mucha, która od młodych lat z zaangażowaniem pomagała rodzicom w prowadzeniu pensjonatu i gospodarstwa. Mieszkała z mężem Bolesławem i z trójką synów Grzegorzem, Zbigniewem i Bolesławem we Władysławowie. Kiedy w roku 1989 Augustyn Felkner nagle zmarł, Anna i Bolesław Mucha przejęli na siebie wszystkie obowiązki gospodarzy willi. W roku 2001 zakończyli budowę i oddali do użytku tzw. Nową Kotwicę. Dom zbudowano obok Willi Kotwica w miejscu zabudowań gospodarczych z przeznaczeniem na mieszkanie dla nich, dla wdowy Anny Felkner oraz w części na pokoje do wynajęcia w lecie. W roku 2008 rodzice Anna i Bolesław Mucha przepisali nieruchomość średniemu synowi Zbigniewowi, który z żoną Sylwią rozwija rodzinny interes.

Stara Willa Kotwica niezmiennie pozostaje oczkiem w głowie rodziny. Choć ma już prawie 90 lat, nadal w nią inwestujemy i chcemy przyjmować nowych gości w tym miejscu z duszą. Dziś wśród gęstej, jak niektórzy żartobliwie mówią, odpustowej zabudowy Jastrzębiej Góry trzeba sporo wysiłku aby odnaleźć Kotwicę i inne wille z tamtych lat oraz sporo wyczucia aby zachwycić się ich architekturą i przeszłością. Przecież każda z nich mieści w sobie podobną historię.

Jedną z nich Wam opowiedziałem.

Opracowanie: Zbigniew Mucha (wł.) – źródła własne i udostępnione.